piątek, 15 lipca 2011

2011_07_15

Dni mijają, jeden za drugim. Przyjemnie, nie powiem, bo greckie jedzenie, wino, słońce i morze nie mają sobie równych. Zawodowo nadal impas. KTOŚ naprawia projekt, jakiś większy ode mnie, doświadCZEŃszy człowiek. Jak mi z tym? Idiotycznie. Może powinnam tupnąć nogą? Nie kwestia ambicji - choć też, w dużym stopniu - ale savoir vivre. Jak się zachować? Co zrobić? Ewidentnie nie jest to na mnie kariera. Myślę intensywnie o moim życiu i dobrze. Dużo sobie obiecuję po wakacjach, jadę z dziećmi, ale na obozy. Na pierwszym będą miały przeróżne warsztaty, a ja czas na przemyślenia w pięknych okolicznościach jeziornej przyrody i głuchej ciszy, na drugim - joga. I wtedy też będę miała czas dla siebie. I oby coś to dało.

Ważna też jest zmiana nastawienia, choć z tym, cholera, beznadziejnie. Jak uwierzyć w siebie? W to, że mogę? Bo przecież mogę, to jasne... Zmagania zatem trwają.