Pojawiły się całkiem nowe opcje na horyzoncie. Kilka związanych z moim dotychczasowym życiem zawodowym, kilka związanych z pasją, a kilka - całkiem z kosmosu.
To, co robię, może być hobby, pasją, ale nie może być sposobem na życie. Zarabiać muszę inaczej, ponieważ Nieprzewidywalni Decydenci są nieprzewidywalni i ocenić ich wkładu na moje życie nie sposób. Póki co czekam na ich decyzje, pieniądze oczywiście zawieszone, półtoraroczna praca idzie się paść.
Dużym problemem jest dla mnie niepotrzebność mojej pracy. Skoro można ją ot, tak, wyrzucić do kosza, to znaczy, że nie jest nikomu do niczego potrzebna. A nawet gdyby była, natyka się na ludzi, którzy bezkarnie mogą ją unicestwić. Nie chcę być od tego zależna, nie chcę być tak bezproduktywna. Więc - kombinuję.
Wszystko na razie w sferze planów, mocno chwiejnych, do przemyślenia, do dyskusji. Godziny pracy koncepcyjnej przede mną, najtrudniejsze to podjąć decyzję. Co się wydaje potencjalnym sukcesem nie pociąga mnie tak, jak to, co na sukces szanse ma mizerne. Z drugiej strony potrzebuję czegoś, co mi zapewni byt. Bo pasję już realizuję, ze skutkiem - niewielkim...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz